Ludzie kłamią.Jedni dlatego,że muszą,drudzy dlatego,że uważają to za odpowiednie,a trzeci dlatego,że się boją.Jednak są tacy,którzy w ogóle nie kłamią.Właśnie do takich należę.Nie umiałam kłamać i według mnie była to bardzo dobra cecha.Okazało się jednak,że umiałam kłamać lepiej niż nie jeden człowiek...
Przetarłam swoje zaspane oczy i spojrzałam na zegarek.Dochodziła siódma.Sama zdziwiłam się dlaczego obudziłam się przed budzikiem.Odgarnęłam kołdrę i wsunęłam nogi w moje kapcie.Rozejrzałam się po pokoju i stwierdziłam,że na podłodze niedaleko okna leżą moje walizki.
Boże.Kiedy te wakacje zleciały?Wydawało by się,że dopiero wczoraj było zakończenie.Spędziłam wspaniałe wieczory razem z Lucy kiedy oglądałyśmy komedie.Krótka wizyta u babci w Filadelfii również okazała się świetnym wyborem.
Wzięłam krótki prysznic,który okazał się bardzo odświeżający.Wciągnęłam na siebie parę dżinsów oraz moja ulubioną koszulkę ze znaczkiem Supermena.Pamiętam jak dostałam ją od taty na urodziny rok wcześniej.Kilka tygodni później zwiał do Hiszpanii by wychowywać dziecko,które zrobił sobie z inną kobietą.Dawno już przestałam o tym myśleć.Było mi po prostu przykro,że razem z mamą znudziliśmy się jemu.
Zeszłam do kuchni gdzie spotkałam mamę stojącą przy kuchence.
-Dzień dobry kochanie.-powitała mnie.-Jak się spało?
-Dobrze,dziękuje.-zrobiłam to co każdego poranka.Usiadłam na stołku i cierpliwie czekałam na śniadanie.Nie wiedziałam co zrobię bez jajecznicy z bekonem co rano.Miałam nadzieję,że Lucy choć trochę umie gotować.
Po kilku minutach brałam się już za jedzenie,rozmawiając z mamą o studiach.
Seattle Pacific University do którego razem z Lucy wybierałyśmy się od dwóch miesięcy,okazał się idealnym miejscem by uciec z rodzinnego Savannah.Obie byłyśmy bardzo podekscytowane wyjazdem.Od tygodni rozmawiałyśmy tylko o tym.
Nim się obejrzałam na zegarze dochodziła ósma.
Podziękowałam za ostatni wspólny posiłek z moją mamą i popędziłam do pokoju po walizki.Prawie połowa z nich była wypchana książkami.Po sprawdzeniu czy wszystko wzięłam,wsadziłam bagaże do samochodu i razem z mamą pojechałam na dworzec gdzie miałam się spotkać z przyjaciółką.
Na Amtrak Savannah nie było prawie podróżnych.Gdzie nie gdzie siedzieli lub przechodzili ludzie.Pociągnęłam swoją największą walizkę i sprawdziłam w torbie czy mam bilety.
Moja przyjaciółka pojawiła się niedługo po tym jak głos poinformował,gdzie stanie nasz pociąg.
-Myślałam,że się spóźnisz.-przyznałam przytulając blondynkę,która lekko uderzyła mnie w żebra.
-Aż tak często się nie spóźniam!-oburzyła się.-Więcej nie dało się zabrać?-popatrzyła się na moje bagaże.-Przecież ci mówiłam,że mój brat może dowieść nam resztę za tydzień.
-Wole sama je wziąć.
-Hanna.-zawołała mnie mama.-Kochanie pamiętaj.Możesz do mnie dzwonić kiedy tylko chcesz.W dzień,w nocy...Boże.Nie mogę uwierzyć,że jedziesz na studia.-otarła łzę z policzka.-Jestem z ciebie taka dumna,kochanie.-przytuliła mnie.
Byłam szczęśliwa z jej słów.Zawsze we mnie wierzyła i pomagała.Nigdy nie zapomnę jej tego co dla mnie zrobiła.Mogłam się od niej wiele nauczyć.Przytrafiło jej się tyle złego a ona nadal była pełna życia i optymizmu.
-Hanna musimy iść.-moje pożegnanie z mamą przerwał głos Lucy,która szczerzy się,ukazując swoje białe ząbki.
-Ah tak.-mruknęłam do siebie i wzięłam swoje bagaże.
W duchu modliłam się aby w pociągu nie było za dużo ludzi. Przyjechał on punktualnie o 8:33.Trochę nam zajęło wpakowanie bagaży.
-Tu jest prawie wolne.-powiedziała Lucy kiedy przeciskałyśmy się przez wagon by znaleźć sobie miejsce do siedzenia.Dziewczyna otworzyła drzwi i zapytała-Przepraszam.Te miejsca są wolne?
Chłopak kiwnął głową,nie podnosząc wzroku znad telefonu.
Spod czapki wychodziły mu brązowe loki a malinowe usta zacisnął w cienką linie.Nie wyglądał na starszego od nas,Może o rok albo dwa.
Razem z przyjaciółką zajęłyśmy miejsca i czekałyśmy aż pociąg w końcu ruszy.C
Co chwila zerkałam na chłopaka,który co chwila komuś odpisywał.Pewnie swojej dziewczynie.Tacy chłopcy nigdy nie są wolni.
Nieoczekiwanie Lucy puknęła mnie w ramie.
Auć.
-Nie gap się tak na niego.
Chciałam zaprzeczyć jednak chłopak podniósł swój wzrok na nas i spojrzał się pytająco.Na moich policzkach prawdopodobnie pojawił się rumieniec.Jego zielone tęczówki po chwili wróciły na ekran swojego IPhona.
Pociąg ruszył więc wzięłam do ręki "Historyka" zatapiając się w historie młodej Amerykanki.Szczerze powiedziawszy chciała bym znaleźć takie listy jak ona.Zawsze chciałam żeby moje życie wyglądało jak z serialu albo książki.Mama zawsze powiedziała,że aby napisać książkę trzeba usunąć ze swojego życia nudne chwile.Lubiłam czytać ale nie umiałabym napisać dobrej książki z lekkim napięciem i akcją.Tą role zostawiam utalentowanym a ja jedyne co mogę robić to kupować ich dzieła i po prostu oceniać.
Moja przyjaciółka jak zawsze trochę za głośno słuchała muzyki przez swoje słuchawki więc słuchając Depeche Mode i czytając książkę zleciała mi pierwsza godzina drogi.
Ukradkiem zobaczyłam jak brunet spogląda w moją stronę na co jeszcze bardziej schowałam twarz w książkę,udając,że bardzo mnie zainteresowała.
Nagle drzwi otworzyły się i stanęła w nich wysoka blondynka z ostrym makijażem i zielonymi,czarnymi oraz różowymi pasemkami.Zaraz za nią stał brunet z ciemną karnacją i krótko przyciętymi po boku włosami.
-Harry.-zwróciła się do chłopka i uśmiechnęła.-Nie chcesz do nas iść?
-Nie dzięki.-odparł chłodno.
-Oj weź.Drake tylko się z tobą droczył.-podeszła do niego i usiadła obok.-Przecież wiesz,że bardzo cię lubi.Sam chce żebyś wrócił.
-Pogadamy później Vicki.-jego ochrypły głos był stanowczy i opanowany.Dziewczyna westchnęła i musnęła jego policzek ustami.-W każdej chwili możesz wrócić.Pamiętaj.
Wstała z gracją,rzuciła mi wzrok typu "Patrz i podziwiaj" po czym opuściła przedział.
Popatrzyłam na Lucy,która też przyglądała się nieznajomej po czym wróciła do grania na komórce.
Rzuciłam okiem na Harrego,który patrzył się prosto na mnie.
- Czytasz-komentarz



